Seksmisja to też post-apo: kilka słów o końcach świata

Wysypało się tego trochę ostatnio, i to w każdym sektorze rozrywkowym. W kinach szaleje (pun intended) Mad Max, w sieci niemałe podniecenie wywołał trailer kolejnego Fallouta, na półkach księgarń jak nie Metro, to Gołkowski i inne Patykiewicze. W serialach pada prąd na całej planecie albo ludzkość przeżywa kolektywny kryzys osobowości po potencjalnym wniebowzięciu.

Wygląda na to, że wszyscy mają tego świata dość i chętnie by zrestartowali system. Jak nie aktywnie, znaczy coś tworząc, to chociaż biernie, marząc o pościgach po radioaktywnych pustyniach.

Ja ich tam nie obwiniam.

Zerknęłam na wszystkie swoje trzy listopadowe powieści i wpadłam w niejaką zadumę. Bo sama, nie zawsze do końca świadomie, też regularnie niszczę świat. Najpierw było zombie, kategoria sama w sobie. Potem do mojego cyberpunku zakradło się kilka rozdziałów w klimatach mocno post-apo. A ostatnio już zupełnie zerwałam z pozorami i moi bohaterowie przez jakieś 60 tyś. słów przedzierają się przez krajobraz po wybuchu superwulkanu. Jakby nie patrzeć – trochę monotonny ten klimat. Brakuje tych takich tam, no, elfów, albo zakochanych nastolatków, albo chociaż starej dobrej kryminalnej zagadki. Lubię restarty. Ja i reszta świata, wszyscy bez mrugnięcia okiem kupiliśmy modę na apokalipsę.

Dlaczego?

Podniesiony kciuk to gest powitania w każdym świecie post-apo, serio serio.

Jakoś wątpię, żeby chodziło tylko o tę kuszącą wizję wywalenia w powietrze tych wkurzających kolejek na poczcie i biura, w którym powoli, ale nieuchronnie psujemy sobie wzrok. Bo marzenia o zerwaniu z dotychczasowym życiem można spełnić właściwie w każdym innym gatunku, zwłaszcza fantastycznym. Może się w nas zakochać superbohater. Możemy się nagle przenieść do równoległego świata. Możemy dać się wciągnąć w tropienie zabójcy. Fantazje o zmianie życia nie wymagają od razu użycia broni jądrowej, chociaż przyznaję, jest coś urzekającego w overkillu.

Na czym więc skupiają się utwory post-apo, jeśli nie na swobodzie i cudownym poczuciu wolności od przyziemnych zobowiązań? Na pewno na przetrwaniu, ok, ale to jest jednak narzucone przez konwencję. Tradycyjnie też należy zredukować człowieczeństwo w ludzkości i przez ekstrapolację pofilozofować o tym, co to znaczy być człowiekiem. Każde pojawienie się zombie nieuchronnie prowadzi do pytania, kto tu jest tym prawdziwym potworem (spoiler alert: nie zombie). W połowie utworów post-apo pojawia się motyw drogi, a to zawsze, ZAWSZE w końcu kończy się psychologiczną analizą bohaterów (dodatkowe punkty, jeśli droga prowadzi przez pustynię). Jeśli świat niszczy jakieś ekstremalne zjawisko atmosferyczne, w 90% przypadków fabuła skupia się na połączeniu rozdzielonej rodziny, co też, jakby nie patrzeć, jest dość pierwotnym instynktem.

Generalnie – na ile mogę wywnioskować, patrząc z własnego doświadczenia – autorzy rozbierają na czynniki pierwsze piramidę Maslowa i upierają się, powyżej którego szczebla taki post-apokaliptyczny rozbitek już nie podskoczy.

Post-apo podbija też turystykę. I to jest dopiero creepy.

 Zatem chodzi o reset. Wszystko inne – superbohaterowie, detektywi i nawet te nieszczęsne elfy – w ten czy inny sposób opierają się na tym samym systemie. W tle zawsze gdzieś tam się czają znane skojarzenia, odbiorca zawsze wie, w którym kierunku myśleć. Post-apo likwiduje ten element, bo wywala każdy system w powietrze, a twórcy zostaje biała tablica i mnóstwo kolorowych kredek. Nie trzeba się wpisywać w skomplikowane układy, czy to polityczne, czy ekonomiczne, czy społeczne – zamiast tego można je redukować i patrzeć, co się stanie. Gdy pisałam Trupa, mnie też najbardziej jarała wizja miasta, które straciło swoją funkcję, a stało się czymś w rodzaju wielkiego placu zabaw. I to jest naprawdę dobry punkt wyjścia, jeśli człowiek chce się podzielić swoimi refleksami na temat człowieczeństwa albo podyskutować o naturze bestii.

Albo, wiecie, sfilmować dwugodzinny występ Cirque du Soleil z plującą ogniem gitarą w tle.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Seksmisja to też post-apo: kilka słów o końcach świata

  1. Najbardziej lubię w tym wpisie wzmiankę o post-spo turystyce :3
    Fakt niezaprzeczalny: na spalonej ziemi można siać nowe, dobre (albo i nie) rzeczy i mam tu na myśli wiele znaczeń tych dwu określeń. Swoista pustka post-apo i wszystkie zagrożenia to dobry punkt wyjścia dla bohaterów, dobry test.

    1. Prawda? Trochę mi się to pokrywa z motywem „zostaw bohatera samego sobie i zobacz, co z niego wyjdzie”, czyli każda akcja, kiedy postać się zamyka w więzieniu, opuszcza na pustyni i tym podobne. Post-apo wydaje mi się, generalizując rzecz jasna, czymś takim, tylko na większą skalę.

Rzuć słowem

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s